Ja się nie znam, to się chętnie wypowiem

Tytułowy cytat wydaje się być jednofrazowym podręcznikiem dziennikarstwa sportowego. "Skoro znam się na piłce nożnej to i ekspertem od wyścigów rajdowych będę". Z drugiej strony, nic dziwnego - żyjemy w kraju trenerów. Czterdziestu milionów trenerów.

Jako urodzony nonkonformista, popłynę więc pod prąd i pisał będę (szczerą mam na to nadzieję) jedynie na tematy, po których poruszam się biegle (w subiektywnej mej opinii). Z anielską cierpliwością postaram się więc wkrótce wyjaśnić, między innymi, na czym polega różnica pomiędzy rajdami a wyścigami czy po co Robertowi Kubicy (czy któremukolwiek kierowcy, startującemu w pierwszej z wymienionych odmian motorsportu) pilot na prawym fotelu. Przeczytałem bowiem niedawno, że jesteśmy zupełnie niepotrzebni - „rajdy odbywają się za dnia, więc przecież widać zakręty”.
Miałbym wielką nadzieję na to, by moje wpisy były jedynie początkiem dialogu z wszystkimi, którzy są zainteresowani szczegółami. Umówmy się więc na interakcje w stylu Ask-Me-Anything – pytajcie o wszystko i do woli. Postaram się odpowiedzieć na każde, związane z motorsportem, pytanie. Jeśli zaś sam nie będę znać odpowiedzi – dopytam tych, którzy wiedzą więcej ode mnie.
To pierwszy z tematów moich przyszłych kąśliwych uwag. :)

Drugi zaś będzie zapewne powodował niewyszukane drwiny z Waszej strony. ;)
Wymyśliłem sobie bowiem, że KAŻDEGO z nas stać na to, by zdobyć tytuł Mistrza Polski. I zamierzam to udowodnić (przede wszystkim sobie). Aby nie być posądzonym o chadzanie na łatwiznę, wybrałem sobie najtrudniejszą z możliwych dyscyplin wytrzymałościowych – kolarstwo. (Tak, tak – o tytuł Mistrza Polski w Rajdach Samochodowych łatwiej). W moim wieku ciężko byłoby oczywiście rywalizować z zawodowcami, celem jest więc wspomniany tytuł mistrzowski wśród amatorów (dodatkowo zaznaczę – przyznawane są osobno w każdej kategorii wiekowej :). To nieco ułatwia sprawę, choć trzydziestolatków nader żwawo jeżdżących na rowerze jest u nas bez liku (kategorie w kolarstwie amatorskim to zwykle przedziały dziesięcioletnie, np. 30-40 lat).
Jeszcze dwa lata temu, pod względem wykonywanej aktywności ruchowej, w niczym nie różniłem się od przeciętnego 33-latka. Ot, zmuszony przez lustro, pokazywałem się z niewielką częstotliwością na siłowni a waga niebezpiecznie zbliżała się do kwintala. Pierwszy start w maratonie i 556 (słownie: pięćset pięćdziesiąte szóste ;) miejsce na nieco ponad 800 startujących na wybranym przeze mnie dystansie. Teraz, po dwóch sezonach i kilkudziesięciu przejechanych imprezach, potrafię „załapać się” do najlepszych 10-15% stawki. Plany na najbliższy sezon oczywiście jeszcze bardziej ambitne. Samo oczywiście nie przyszło. Opiszę więc cały proces, składający się m.in. z doboru diety, rodzaju badań, metod treningu, suplementacji, planowania startów itd. Jak uprzednio – zachęcam do zadawania pytań a nade wszystko – do naśladowania! :)

P.S. Efekt uboczny -15kg od kwintala.
Trwa ładowanie komentarzy...